[Wiersz] Władysław Broniewski „Ballady i romanse”


Dzisiejszy wpis zainspirowany został przez wiersz Władysława Broniewskiego „Ballady i romanse”, pochodzący z tomiku poezji „Drzewo rozpaczające”, wydanym w 1945 roku.

Słuchaj, dzieweczko! Ona nie słucha…

To dzień biały, to miasteczko…”
Nie ma miasteczka, nie ma żywego ducha,
po gruzach biega naga, ruda Ryfka,
trzynastoletnie dziecko.

Przejeżdżali grubi Niemcy w grubym tanku.
(Uciekaj, uciekaj, Ryfka!)
„Mama pod gruzami, tata w Majdanku…”
Roześmiała się, zakręciła się, znikła.

I przejeżdżał znajomy, dobry łyk z Lubartowa:
„Masz, Ryfka, bułkę, żebyś była zdrowa…”
Wzięła, ugryzła, zaświeciła zębami:
„Ja zaniosę tacie i mamie”.

Przejeżdżał chłop, rzucił grosik,
przejeżdżała baba, też dała cosik,
przejeżdżało dużo, dużo luda,
każdy się dziwił, że goła i ruda.

I przejeżdżał bolejący Pan Jezus,
SS-mani go wiedli na męki,
postawili ich oboje pod miedzą,
potem wzięli karabiny do ręki.

„Słuchaj, Jezu, słuchaj, Ryfka, sie Juden,
za koronę cierniową, za te włosy rude,
za to, żeście nadzy, za to, żeśmy winni,
obejeście umrzeć powinni”.

I ozwało się Alleluja w Galilei,
i oboje anieleli po kolei,
potem salwa rozległa się głucha…
„Słuchaj, dzieweczko!… Ona nie słucha…”

Odkąd pierwszy raz usłyszałam powyższy wiersz (a było, to gdy pobierałam jeszcze nauki w podstawówce), od razu stał się moim ulubionym. Poczułam wszelkie emocje i wstrząs, których nie była w stanie mi zaaplikować żadna lekcja historii.

Pamiętam w podstawówce, wystawialiśmy spektakl związany z Powstaniem Warszawskim. Każda z nas mówiła jakiś wiersz, szczerze powiem, że nawet już nie pamiętam mojego utworu.

Doskonale pamiętam, za to moment, w którym dziewczyna ze starszej klasy zaczęła mówić powyższy wiersz Broniewskiego. Mówiła przepięknie, zwracając uwagę na każdy detal, ściszając głos lub krzycząc. Pamiętam, że słuchając jej, potrafiłam doskonale wyobrazić sobie biedną małą dziewczynkę, biegającą po gruzowiskach, całkiem samą, niezdającą sobie sprawy z tego, co wokół niej się dzieje.

Zaczynałam wczuwać się w sytuację, widzieć siebie w roli Ryfki, wyobrażać sobie swoją samotność, strach, niezrozumienie… aż ciarki mnie przechodzą na samą myśl. Przecież byłam w podstawówce, miałam 10-11 lat i wzruszał mnie wiersz o czasach, których nie byłam i nadal nie jestem w stanie pojąć.

Owszem możemy się wczuwać, możemy czytać i oglądać filmy, możemy rozbudzić naszą wyobraźnie do czerwoności, ale nigdy nie będziemy mogli w pełni wczuć się sytuacje w tą apokalipsę, która miała wówczas miejsce.

Obecne czasy pozbawione są empatii, potrafimy mówić o jakieś tragedii w sposób lekki, nawet żartobliwy, jakby to była anegdotka opowiadana przy ognisku, a nie ludzki dramat.

Usłyszałam nawet zdanie (poparte ponoć dowodami naukowymi), że niektóre osoby poprzez ciągłą nienawiść wypalają w swoim mózgu możliwość odczuwania empatii.

Miałoby to sens, wszak wielu żołnierzy staje się po dłuższym czasie, maszynami do zabijania, a ofiary traktują w sposób przedmiotowy.

Pomijając już nawet aspekty wojny i ludzkiego cierpienia, które w pewnym momencie przestaje wzruszać, ostatnio z ogromnym przerażeniem zauważyłam jak wielką kumulacją nienawiści stał się internet. Nie chce robić z siebie jakiegoś nieogarniętego laika, zdawałam sobie sprawę z istnienia „hejtu” i troliingu”, jednak myślałam, że wszędzie są granice, których nawet znudzony gimnazjalista nie przekroczy. Ależ się myliłam. Okazuję się, że „hejt” stał się swego rodzaju sportem, wyścigiem, w którym wygranym staje się jak najbardziej chamski, obrzydliwy komentarz.

Zapewne sami domyślacie się, do jakich sytuacji się tutaj odnoszę, nie będę ich opisywała, ponieważ nie jestem w stanie ogarnąć jak bardzo znieczulonym trzeba być, aby pisać obraźliwe komentarze na temat osób zmarłych.

Powyżej pisałam, że żołnierzom możliwość odczuwania empatii, zabiera wojna, czyżby doszło do momentu, w którym to internet, to wspaniałe źródło informacji i komunikacji, równocześnie pozbawiało nas ludzkich odruchów?

Jak wpajać naszym dzieciom historię i wartości, skoro głupie forum internetowe jest w stanie w 5 sekund to zrujnować? Myślicie, że współczesnego nastolatka wzruszyłby wiersz?

Tak zdaję sobie sprawę z uogólnienia, wiem, że są też dzieciaki pełne pasji, ambicji, rozumiejące, lub starające się zrozumieć innych. Może to one powinny stawać się bohaterami reportaży?

Może nie jestem, aż tak empatyczna, jak mi się wydaje. Bo choć próbuje nie jestem w stanie wczuć się w sytuację kogoś, kto całą swoją frustrację przelewa na wstrętne zdanie w internecie, kogoś, kto czerpie z tego rozrywkę i nie widzi w tym nic złego? No nie potrafię…

Nie mam też recepty. Wiem, że wpisy na blogach, czy filmy na youtobe to znacznej mierze poradniki, jak ma się żyć z gotową receptą na samym końcu. Ja nie wiem. Mam pustkę w głowie. B

Być może dlatego, że jest to sytuacja bez wyjścia, która nie ma swojej recepty i żadna kampania, nie pomoże.

Mogę tylko cieszyć się, że jestem jedną z tych, która potrafi odczuwać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s