[PIOSENKA] Message To Bears – Farewell, Stars


Dzisiejszy wpis zainspiriwany zostanie utworem Message To Bears – Farewell, Stars

Nie jestem rannym ptaszkiem. Nienawidzę wręcz wstawania rano. Gdy jestem do tej czynności zmuszona, mam ochotę płakać i bić pięściami po ścianach. Mimo że zupełnie nie mam na to siły.

Jednakże, gdy ktoś zapyta mnie, jaka jest moja ulubiona pora dnia, bez najmniejszego nawet zawahania odpowiem, iż jest to wczesny poranek. Niekiedy jestem zmuszona dojeżdżać do pracy na tak barbarzyńską godzinę, jaką jest niewątpliwie godzina 6 i mimo wcześniejszego uczucia gniewu, sama podróż tak wczesną porą mnie rozluźnia.

Do pracy jeżdżę na rowerze, zatem całym spokojem poranka mogę cieszyć się w każdym detalu. Początek mojej trasy przebiega przez drogę asfaltową znajdująca się tuż przy lesie.

Nie ma nic piękniejszego niż zapach lasu o poranku! A gdy nocą padał deszcz to czysta poezja dla płuc. Do tego delikatny wietrzyk i zupełny spokój na trasie. Wszyscy jeszcze śpią, więc cała droga należy do mnie! Jadę, czując bardzo delikatnie, ledwo przebijające się promienienie słoneczne, które dodają otuchy mojej zmarzniętej i jeszcze niepogodzonej z rzeczywistością twarzy.

Ta samotna podróż rowerowa, wzdłuż budzącej się do życia przyrody, jest momentem, w którym fizycznie odczuwam, czym jest wolność. Mimo że w niedługim czasie zostaje mi ona odebrana na rzecz 8 godzin zupełnie pozbawionej sensu pracy. Dla tej krótkiej chwili wolności warto jest wstać rano, wyciągnąć rower i cieszyć się spokojem samotnej podróży.

Lubię również nocne podróże, które kończą się wczesnym porankiem. Poza wspaniałym doświadczeniem, jakim jest niewątpliwie powoli rozpoczynający się dzień, uwielbiam moment, w którym zdaję sobie sprawę ile mam jeszcze czasu i że tego dnia nie zmarnuje! Wspaniałe uczucie, wiedzieć, że nie jesteś niczym ograniczony…

Gdy j rano wstawać nie muszę, lubie, gdy coś mnie obudzi. I nie mam tu na myśli sąsiada z wiertarką, którego zapewne każdy z nas posiada. Najlepiej, jeśli jest to deszcz lub burza. Uwielbiam leżeć rano, wtulając się w ciepłą pościel, nasłuchując deszczu. Jest to dla mnie moment całkowitego rozluźnienia, relaksu. Rzadko coś działa na mnie tak uspokajająco. Wiesz, że nie musisz nigdzie się ruszać, możesz sobie leżeć i spać, lub po prostu mieć przymknięte oczy i słuchać muzyki, jakby specjalnie granej dla mnie przez naturę.

Nachodzą mnie wówczas wszystkie możliwe myśli, plany, inspiracje, o których i tak zapominam, bo jestem zbyt rozleniwiona swoim stanem, aby jest zapisać. Wychodzę jednak z założenia, że jeśli były to myśli warte realizacji, to powrócą do mnie w odpowiednim czasie. Niechaj czas relaksu czasem relaksu pozostanie!

Wychodzi na to, że mam w sobie dwie skrajne natury: jestem śpiochem, który lubi poranki i bardzo się denerwuje, gdy zdarzy mi się pospać do tej przysłowiowej 12. Czuję wtedy, że połowa dnia została zmarnowana, a tyle przecież mogłam dokonać. Podbić świat i te sprawy.

Jaka jest Twoja ulubiona pora dnia Drogi Czytelniku?

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s