[FILM] „Urząd” Krzysztof Kieślowski


Dzisiejszy wpis inspirowany będzie filmem Krzysztofa Kieślowskiego „Urząd”.

Pieczątki. Rejestracje. Druczki. Formularze. Kolejki. Kłótnie. Stempelki….

Uff ciężko mi się oglądało powyższy film. Bogu dzięki, że trwa jedynie 5 minut, bo dłuższy film mógłby u mnie wywołać skłonności samobójcze.

Boję się agresji, złośliwości i chamstwa, dlatego, kiedy tylko mogę, unikam miejsc, które narażają mnie na niepotrzebny stres. Czyli takich, gdzie większość stanowią urzędnicy. Poprawka-jako że ta sytuacja nigdy nie ma miejsca, powiedzmy, że unikam miejsc, w których w ogóle znajdują się urzędnicy.

Niestety niektórzy mojej postawy nie są w stanie zrozumieć, na szczęście jestem już w takim wieku, że sama mogę decydować i wybierać, gdzie pojawię się osobiście, gdzie zadzwonię, a gdzie poślę wysłannika.

Jako młoda dziewoja takiego wyboru nie miałam. Pamiętam, gdy moja mama chcąc mieć, że tak powiem, dwie pieczenie na jednym ogniu upieczone, wysłała mnie do urzędu pocztowego, żebym zapłaciła jakiś rachunek. Ona w tym czasie załatwiała swoje sprawunki. Były to czasy, gdy o internetach nie słyszano, a konta bankowe posiadali jedynie wybitni bogacze. Zatem, jak można się domyślić, kolejka na poczcie była całkiem spora. A ja malutka i cichutka mysza, na samym jej koniuszku.

Jako że moja kolejkowa przygoda przedłużała się coraz bardziej, zaczęłam topić się we własnych myślach i zupełnie nie zwracałam uwagi na to, co wokół mnie się dzieje. Nie było to przyjazne dla mnie środowisko, zatem świat wyobraźni stanowił jedyną formę ucieczki. A wyobraźnie to ja miałam głęboką i szeroką jak wszystkie oceany świata.

Niestety przez ten fakt nie zauważyłam, że przede mną już nikt nie stoi. Ze snu wyrwały mnie wrzaski starszego pana, który stał za mną i w dosyć wulgarny sposób kazał mi się ruszyć. Wtedy byłam cichą i wystraszoną dziewczynką, więc pokornie wykonałam polecenie starego dzia…pana.

Wybaczcie moją wybiórczość, lecz nie pamiętam wszystkich faktów związanych z tym wydarzeniem. Gdzieś w tym moim rachunku co to ja go zapłacić miałam, tkwił błąd. Błąd ten był mi w bardzo niemiły sposób wytknięty niemal krzykiem przez panią w okienku. Jak można się domyślić, starszy pan nie pozostał obojętny całej sytuacji i po raz kolejny wulgarny komentarz musiał z siebie wydusić. Wtórowały mu wszystkie starsze panie „bo jak tak na pocztę nieprzygotowaną można przyjść i kolejkę zajmować niepotrzebnie, o boże, boże!”.

Na szczęście cała sytuacja w magiczny sposób się wyjaśniła. Była to jakaś bzdura, którą można było rozwiązać w dwie minuty bez niestosownych komentarzy zwłaszcza w kierunku dziecka.

I na koniec wisienka na torcie. Kazano mi się podpisać. A ja nie miałam długopisu. Nigdy nie zapomnę reakcji wszystkich osób z kolejki oraz pani z okienka, gdy poprosiłam o coś do pisania. Wyglądało to mniej więcej jak scena z filmu Leslie Nielsena, w którym to wszyscy na raz strzelili face palma. I na raz, dwa, trzy zalano mnie lawiną komentarzy na temat mojego nierozgarnięcia.

Może wydawać się śmieszne to, że tak przeżywam wizytę na poczcie i reakcje zgorzkniałych smutnych ludzi, z których zapewne większość już nie żyje. Wtedy nie rozumiałam (dalej kurczę nie rozumiem), czemu jakiś nieznany mi bliżej dziad krzyczy na mnie z powodu długopisu. Gdybym mogła cofnąć się w czasie, specjalnie bym jeszcze podpisywała się przez następne 5 minut, a następnie zadała zrzędliwej panience z okienka serię głupich pytań, coby kolejkę dłużej wstrzymać, a na koniec z uśmiechem, życzyłabym wszystkim-miłego dnia!

Ach te wspaniałe scenariusze wydarzeń, te cięte riposty, które przychodzą nam do głowy po 17 latach…

Takich tragicznych retrospekcji mam znacznie więcej, ale po cóż zanudzać?

Mogłabym wam opowiedzieć historię, jak z góry na dół okrzyczano mnie w przychodni, bo za późno wpadłam na pomysł szczepienia na boleriozę.

Albo jak wielokrotnie starsze panie używające swoich „staroszpaniowych” sztuczek, wykolegowały mnie na koniec kolejki. Bo tylko o coś chciały zapytać.

Albo, gdy stałam w przez 2 godziny w kolejce do urzędu, po czym pani bez rugnięcia okiem stwierdziła, że moje arkusze są złe i w ogóle mam nie zajmować jej cennego czasu. 30 sekund jej to zdanie zajęło.

Kiedy pójdę do urzędu i okaże się, że uda mi cokolwiek załatwić za jednym razem, uważam to za cud boski i mam się ochotę nawrócić. Po jakiś 15 minutach mi przechodzi.

Wewnątrz jestem wciąż tą małą dziewczynką, którą okienko w jakiejkolwiek instytucji przeraża. A to, co jest za okienkiem jeszcze bardziej!

Czy wy też macie takie fobie? Powiedzcie, że tak…

PS. Jeśli czyta to osoba, która pracuje w urzędzie, przychodni, poczcie… to nie było personalnie, po prostu miałam takie, a nie inne doświadczenia. Wierzę, że gdzieś tam we wszechświecie są miłe panie urzędniczki, które niczym z plakatu uśmiechają się śnieżnobiałym uśmiechem, pokazując palcem wskazującym odpowiednią rubryczkę.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s