[PRZEDMIOT] AUTOBUS


Czy autobus jest przedmiotem? Takie sobie pozwolę filozoficzne pytanie zadać. No chyba jest. To, czemu tak dziwnie brzmi…

Nie ważne. Ważne, że stało się inspiracją. A raczej inspiraNcją.

Oto znów pod osłoną nocy przyszło mi zmienić swą tożsamość i stać się Typową Złą. Przejęła nade mną kontrolę chęć niszczenia, ranienia i odcinania się. Nie mogłam nawet mrugnąć, słowo daję! Naprzemiennie było mi gorąco i zimno. Ten stan był dla mnie męczący, ale i fascynujący.

Cóż miałam począć? Poddałam się! Czyniłam zło! Nie myślałam o finale.

Bo Typowa Zła nie myśli o konsekwencjach. Czerpie przyjemność z zadawania ciosów i wbijania głęboko w duszę swoich ostrych słów.

Upokorzenie. To jest moje naturalne środowisko. Uwielbiam czuć władzę. Patrzyłam z nieukrywanym podnieceniem jak każda litera powoli i starannie obdzierała Ofiarę z godności. Płat po płacie.

„Już nigdy nie będziesz taka sama” myślała.

Używałam swej mocy bez żadnych wyrzutów sumienia. W końcu otrzymałam ją z jakiegoś powodu? W końcu Wszechmogący, który stworzył ten okrutny świat, stworzył i mnie. A Wszechmogący się nie myli, czy nie tak podaję święta księga?

To nie było jedno z tych niekontrolowanych wybuchów, które nie miały żadnego sensu. Tutaj sens był. Ofiara była winna. Winny, stawał się katem.

Jako Typowa zła nie zdawałam sobie sprawy, że zabijając, sama powoli siebie uśmiercałam. Lustrzane odbicie moich czynów było widoczne dla wszystkich, tylko nie dla mnie. Ofiara stała się swego rodzaju laleczką Voo doo, której czarne moce skierowane były w moim kierunku. Dopiero ostateczny cios mnie w tym uświadomił. Było już za późno.

Tonęłam w ranie pełnej soli, bezsilnie patrząc, jak obiekt mej nienawiści powoli odradza się w spokoju. Zaczęła tańczyć, a wokół niej wirować zaczęły wszystkie moje dobre wspomnienia. Z tym że mnie w nich nie było. Była tam moja Ofiara, szczęśliwa wśród moich rzeczy, mojej radości, moich miłości. Okradała mnie jeszcze boleśniej z godności, niż ja kiedykolwiek byłabym w stanie. A moce miałam potężne.

Moce…

Przestały działać. Typowa Zła opuściła moje ciało. Zostałam ja, Typowa Samotna. Rana, w której leżałam bez ruchu, zaczęła zmieniać się w strup, który zgniatał po kolei każdą moją kość. Uwięziona, nie mogłam ruszyć palcem, krzyknąć, wezwać pomocy. Patrzyłam tylko na moje życie, które rozpływało się w ustach Ofiary, niszczało, odpływało w jej ślinie.

Poczułam końcówkę życia. Chwyciłam myślami ostatnie dobre wspomnienie, które po chwili rozpadło się w ciemnościach.

Zasnęłam.

Ulga.

Ps. Tak wiem, nie pojawił się w tej „cudownej” opowieści autobus. Oficjalnie się nie pojawił.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s